Porozmawiajmy

Scroll this

Jak rozmowę toczyć by współrozmówcy nie obrazić?


Jak podaje Wikipedia, słowo dyskusja pochodzi od łacińskiego discussio, co znaczy, „aby to omówić”. Dyskutujemy by ustalić pewne sprawy zwłaszcza w momencie, gdy mamy rozbieżne poglądy. Niestety sporo osób, umyślnie bądź też nie, zaniża poziom rozmowy powodując, że niezbyt cierpliwi rozmówcy decydują się na zakończenie takowej.

Często odnoszę wrażenie, że nie potrafimy już dyskutować. Po prostu staramy się narzucić innym nasze zdanie. Oczywiście sam nie jestem bez winy, np. dyskutując o Batman v Superman mam niesamowity problem z zaakceptowaniem, że komuś się on może podobać. W rozmowach z Amiszem ten temat jest tabu.

Postaram się pokrótce wymienić i wyjaśnić kilka najbardziej znanych błędów w tej trudnej sztuce byśmy nie popełnili ich  w przyszłości.

Bronienie za wszelką cenę własnych poglądów.

Najczęściej, gdy obalamy błędy w rozumowaniu rozmówcy ten zaczyna obierać skrajne stanowisko. Nie istotne jest dla niego, iż używamy logicznych argumentów, które ciężko jest obalić bez uciekania się do erystyki.

Erystyka – sztuka doprowadzania sporów do korzystnego rozwiązania bez względu na prawdę materialną. Słowo pochodzi z klasycznego języka greckiego – eristikós, czyli kłótliwy, od éris oznaczający kłótnię, spór, walkę oraz imię bogini niezgody, córki Nocy, towarzyszki Aresa na polu bitwy, będącej uosobieniem waśni, niezgody i kłótni.

Przykład: Osoba o dość umiarkowanym poglądzie na daną sprawę np. wyznająca pogląd, że „Telefony Nokia to dobre telefony” w momencie wskazania błędów i problemów jakie ma fińska marka denerwuje się i z olbrzymim uporem zaczyna twierdzić, że nie mamy racji a ponadto wywyższa swoje zdanie pod niebiosa nie zważając na absurdalność sytuacji.

Sądzę, że wynika to z niechęci a często nawet braku umiejętności przyznawania się do błędu oraz ślepego dążenia do „wygrania” sporu i narzucenia „przeciwnikowi” swoich opinii. Niestety zauważyłem to też u siebie i z perspektywy czasu dostrzegam, że kilkukrotnie powinienem ustąpić a ja niczym osioł byłem uparty. Należy pamiętać, że nie ma, co bronić swojego zdania niczym lwica młodych, tylko spokojnie wysłuchać rozmówcę i rozważyć jego argumenty.

Uogólnianie

Często można usłyszeć zdania typu „ wszyscy kibice to dresiarze” czy też „gry są głupie”. Oba te stwierdzenia są ogólne do granic możliwości i z racji tego błędne. Założę się, że każdy zna sympatyków drużyn piłkarskich, którzy przychodzą na mecze tylko dopingować piłkarzy a nie bić się z innymi. Podobnie jest z grami, ciężko nazwać Syberię głupią czy prymitywną, bo jak większość produkcji Sokala niesie w sobie olbrzymi ładunek emocji. Nie są to jedyne argumenty tego typu, ale często ktoś używa podobnych niczym dogmatów.

Uogólnienia powstają (najczęściej) w dwóch sytuacjach: ktoś uznaje, że zachowanie jednostki jest identyczne w określonej grupie (np. jeśli widzisz grubego gracza to na pewno wszyscy są otyli) i nie ma najmniejszego zamiaru definiować prawdziwości tego stwierdzenia lub na ślepo przyjmuje pogląd innych.

Argumentowanie pod publikę

Jeśli dyskutujemy w gronie kilku osób a nasz bezpośredni rozmówca zamiast obalić nasze zdanie wypowiada własne i próbuje sobie zjednać tłumy zwracając się bezpośrednio do nich. (np. podatki są za wysokie. Któż z nas nie chciałby płacić mniej?) Ciężko przedstawić się czemuś takiemu, bo trzeba „stanąć przeciw tłumowi” a to nie jest łatwe.

Grożenie, obrażanie czy wyszydzanie rozmówcy

Niejeden raz spotkałem się z argumentowaniem w celu zdyskredytowania drugiej osoby. Powiedzmy sobie to otwarcie – to żałosne. Jeśli nie możesz bronić swojej hipotezy nie zniżaj się do obelg. Niestety to dość częsty przypadek. Zaczyna się od nieśmiertelnego „nie znasz się” a kończy na walkach na ubitej ziemi do pierwszej kropli krwi. Jakby siła była argumentem decydującym.

Nie potrafisz obalić mojej teorii a więc jest prawdziwa

To najdziwniejszy i najtrudniejszy do uzasadnienia błąd. Otóż niemożność wykazania fałszywości tezy wcale nie świadczy o jej prawdziwości. Tu można podać najbardziej klasyczny przykład – Boga. Nikt nie zna zdecydowanych, niepodważalnych argumentów na obalenie jego istnienia. Niezależnie od tego, co twierdzą ateiści na chwilę obecną nie można udowodnić, że Boga nie ma. Jednocześnie nie dowodzi to, że jest. To hipoteza, która czeka na udowodnienie. Zdanie „Bóg istnieje” jest w swoistej próżni logicznej. Nie ma ani wartości 1 (prawda) ani 0 (fałsz).

Najważniejsze zostawiłem na koniec. Warto pamiętać, że dyskusja jak napisałem we wstępie ma prowadzić do wspólnych wniosków lub choćby wyłonienia i uzasadnienia konkretnych stanowisk, dlatego też należy spokojnie wysłuchiwać argumentów drugiej strony. Rozsądne, podparte dowodami hipotezy są budulcem niemal każdej rozmowy na wysokim poziomie. Pozostaje mi tylko życzyć sobie i Wam samych interesujących rozmówców.