Nagi problem popkultury

Scroll this

O piersiach, pupach i innych częściach ciała, które przyjemnie ogląda się w łóżku a niekoniecznie są potrzebne w każdym filmie.

Ten tekst powstał kilkanaście miesięcy temu i co gorsza nie staje się nieaktualny a trendy w nim opisane tylko przybierają na sile. Mam nadzieję, że niedługo ta tendencja się zmieni i opisywane przeze mnie problem zacznie być coraz mniej zauważalny.

Jestem wielkim fanem kina. Jak na swój młody wiek (raptem dwadzieścia siedem lat) obejrzałem sporą ilość filmów należących do różnorodnych gatunków. Niestety jeśli tak jak ja oglądacie filmy od wielu lat to prawdopodobnie Waszą uwagę zwróciło to, że zwiększono liczbę scen seksu w porównaniu do produkcji sprzed kilkudziesięciu bądź kilkunastu lat. Najbardziej znanym przykładem są produkcje HBO gdzie nasienie leje się często i gęsto, ale coraz więcej scenarzystów zaczyna przykładać uwagę do tego typu scen i jako widz mamy możliwość częstego oglądania aktorek nago. Oglądając „Grę o Tron” czy jakiś serial przeznaczony dla dorosłego widza to nie jeden raz Waszym oczom ukazała się scena erotyczna (do pornografii czasem im niewiele brakuje, ale cały czas pewne granice nie zostały przekroczone i aktorki nadal są tylko aktorkami bez dopisku „porno” za nazwą ich zawodu).

Jeśli myślicie, że poza kaskaderami i body doublerami nie ma więcej osób, które mogą zastąpić aktora w trudniejszych scenach to nie macie racji. Zapomnieliście choćby o dance doublerach którzy tańczą za aktorów na planie. Sporo kontrowersji związanych z tym tematem wywołała np. premiera dramatu Black Swan, gdzie Natalie Portman była zastępowana bardzo znaną baletnicą a jej udział został bardzo zmarginalizowany czy choćby najsłynniejsza scena z filmu „Flashdance” gdzie w finałowej scenie część akrobacji za aktorkę wykonał Richard Colón.

Czy to naprawdę oglądamy ich ciała to temat na osobną dyskusję jednak by ostudzić szczególnie pobudzonych warto wspomnieć o profesji zwanej po angielsku „body double” czyli dublera w scenach erotycznych. Najbardziej znaną osobą jest prawdopodobnie zmienniczka Emilii Clarke czyli Rosie Mac. Tym samym za każdym razem gdy myślicie, że panna Clarke pokazuje Wam swoje kształty to widzicie Rosie. Też piękną, ale to nie ta dama. Nie zmienia to faktu, że powstało zapotrzebowanie na taką profesję co wynika ze zwiększonej liczby nagich piersi (i nie tylko) na ekranie.

Czy każdy film potrzebuje erotyki? Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna – większość scen tego typu można by było wyciąć bez jakiejkolwiek straty dla scenariusza. W „Złodzieju życia” – filmie Angeliny Jolie pochodzącym z 2004 roku niemal pod koniec seansu możemy zaobserwować dość namiętną scenę miłosną między głównymi postaciami. Jej konsekwencją jest zajście przez bohaterkę w ciążę co prowadzi do interesującego finału. Jednak sam akt nie jest niezbędny. Podobnie jak w wielu innych produkcjach można ją nakręcić dużo subtelniej, nie „szczując cycem”. A tak wielu ma materiał do „rękodzieła”. Podobnie jest w setkach produkcji, które zamiast wykorzystać te kilka minut przeznaczone na scenę zbliżenia mogłoby je zainwestować w chociażby rozwój postaci.

Czasem film robi to dobrze i gdy w „Two Night Stand” dochodzi do sceny seksu to jest ona pokazana zarówno ze smakiem jak i szczyptą humoru. Ten film to ideał jeśli chodzi o właściwe nagrywanie takich scen. Dodatkowo pominięcie tejże nie doprowadziłoby do tragedii, ale cały film kręci się wokół tego tematu, więc czemu ją wycinać? Gdy tego typu scena jest ważna dla fabuły a szczególnie jej sposób pokazania ma nam coś uświadomić to nie mam wątpliwości, że cenzura czy wycięcie jej było by bezsensowne. Dobrym przykładem jest remake serii „I Spit on Your Grave”. Główna bohaterka serii zostaje brutalnie zgwałcona i zamierza zemścić się na swoich oprawcach. Tu scena gwałtu jest „niestety” potrzebna a jej naturalizm dodatkowo podnosi obrzydzenie i strach jaki wzbudzają sprawcy. Oczywiście mimo, że czasem mogłoby to wpłynąć na fabułę nie pokazuje się scen seksu i przemocy seksualnej w stosunku do dzieci.

Dlaczego? Seksualność dzieci to temat tabu i mało który reżyser zdecyduje się na tego typu scenę z udziałem dzieci. Pamiętam film z młodą Dakotą Fanning „HoundDog”? Jestem zdzwiony, że przeszedł z tak małym skandalem jak na to co ukazywał.

Nieco inaczej jest gdy oglądamy teledyski znanych gwiazd muzycznych. Typowy mężczyzna nie powinien być niezadowolony. Większość piosenkarek pokazuje swoje piękne ciała w dość „swobodnych” strojach dbając by w tle znajdowały się nieco brzydsze, ale bardzo urodziwe tancerki. Taka postawa nie zaskakuje dziś nikogo. Spróbujmy zastanowić się przez chwilę. Czy jesteście w stanie wymienić pięć znanych piosenkarek, które nie wystąpiły w przynajmniej jednym teledysku skąpo ubrane. Jeśli chodzi o pop nie powinniście zastanawiać się długo. Jazz czy soul nie są wolne od tego problemu, ale jest nie jest on w tych gatunkach muzycznych aż tak znany.

 

Selena Gomez na okładce swojego najnowszego albumu.
Selena Gomez na okładce swojego najnowszego albumu.

Spójrzcie na okładkę nowego albumu Seleny Gomez. To młoda piosenkarka i aktorka, która przez wiele lat była znana ze współpracy z Disneyem. Czy nie zastanawia Was wybrane przez jej agenta (lub nią samą) zdjęcie? To piękna dziewczyna, której niemal nagie zdjęcia są czymś przyjemnym dla oka, ale okładka płyty to nie odpowiednie miejsce na nie. Zauważcie, że na powyższym ubrana jest tylko w majtki. Mniej odważne zdjęcie wybrała jej znajoma z byłej wytwórni filmowej – Demi Lovato. Znów jest ono piękne, ale bardzo seksowne i drapieżne. Zresztą teledysk do pierwszego utworu nie pozostawia złudzeń. Nawet gdy nie znamy tekstu to i tak jest, na czym zawiesić , a tym samym zainteresować się. Ponownie to powiem: to, że Demi wyrosła na piękną kobietę nie zmienia faktu, że ta obecna droga jej kariery nie jest najlepszą drogą. Mogłaby rozwijać ją w oparciu o swój talent nie ciało.

Dlaczego dochodzi do takich sytuacji? Powód jest prozaiczny – seks się sprzedaje. Nie trzeba być fanem jakiegoś gatunku muzycznego by oglądać czyjeś teledyski bądź kupić płytę. Po kilkukrotnym obejrzeniu „Good for you” Seleny Gomez zdecydowana większość mężczyzn zapamięta choćby wygląd piosenkarki. To może zdecydować o sprzedaży płyty. Wprawdzie nie wywoła skandalu, ale zapisze się w pamięci potencjalnych klientów.

Czy takie działania są obowiązkowe? Na szczęście nie. Jedna z moich ulubionych polskich wokalistek – Ewa Farna konsekwentnie buduje swoją karierę na dobrym materiale, a nie pikantnych zdjęciach. Tym samym łączy urodę ze świetnym głosem. Bardzo bym się zasmucił, gdyby na kolejnej płycie poszła śladem swoich amerykańskich koleżanek. Byłoby mi zwyczajnie szkoda tego, co dotychczas zbudowała. Z zagranicznych wokalistek podobnym szacunkiem darzę pannę Birdy, która nieodmiennie zachwyca mnie swoimi melodiami. W przypadku aktorek jest niewiele trudniej, ale można pokazywać swoją urodę nie pokazując się nago.

Piękne ciało to powód do dumy, a u kobiet coś co mógłbym podziwiać godzinami. Nie zmienia to faktu, że gdybym chciał oglądać nagie kobiety to włączyłbym porno a nie teledyski piosenkarek czy film obyczajowy.