Kopernik była kobietą

Scroll this

O domniemanej „poprawności politycznej” w filmach na podstawie komiksów.

W 2001 roku do kin wszedł „Spider-Man” Sama Raimiego, który był jednym z pierwszych filmów na wysokim poziomie wyprodukowanym na podstawie komiksów z Spider-Manem. Oczywiście wcześniej mieliśmy adaptacje filmowe ze studia DC – w tym dość popularne Batmany Tima Burtona – nie mniej Marvel takiego szczęścia nie miał i dopiero przygody człowieka pająka można uznać za porządną produkcję. Od tego czasu adaptacje komiksów stoją na dość przyzwoitym poziomie regularnie dostarczając nam wiele radości. Jednakże od niemal samego początku towarzyszą im kontrowersyjne wybory odtwórców znanych bohaterów. Przyjrzyjmy się im i odpowiedzmy sobie na tytułowe pytanie: kiedy rasa postaci jest ważna?

Nowa, filmowa Iris West.
Nowa, filmowa Iris West.

Dlaczego poruszam tak wbrew pozorom oczywisty temat? Ku ironii mimo iż sprawa jest co najmniej oczywista to wielokrotnie jest poruszana po obsadzeniu kolejnej postaci w filmie. Jakiś czas temu ogłoszono, że rolę Iris West zagra młoda aktorka – Kiersey Clemons . Zapytacie cóż w tym takiego dziwnego. Otóż tak wygląda Iris w komiksie Flash z którego pochodzi. Różnicę widać na pierwszy rzut oka. Czarnoskóra aktorka nie przypomina swojego odpowiednika z pierwowzoru ani trochę. Fani podnieśli larum „krytykując” decyzję studia. Pytanie tylko czy mają do tego jakiekolwiek powody. Poza rasizmem? Nie.

Iris_West_(Prime_Earth)_0004
Komiksowa Iris West

W tym miejscu część z Was przestanie czytać bo uzna, że główną myślą tekstu będzie stwierdzenie iż zmiana rasy bohatera to rzecz nieistotna a ludzie ją krytykujący są rasistami. Nie dokładnie. Otóż w historii komiksów (skupmy się na nich, ale wiedzcie, że temat rozciąga się również na całą literaturę itp.) występują postacie, których kolor skóry i pochodzenie są niezwykle ważne. Wprowadzony w kinowym „Civil War” Czarna Pantera musi być czarnoskóry ponieważ pochodzi z Afryki i jest jej rdzennym mieszkańcem. Obsadzenie w tej roli białego aktora byłoby całkowitym zaprzeczeniem historii i wizerunku tej postaci. Jednakże ten bohater należy do bardzo wąskiego grona postaci u których rasa jest ważna.

Pamiętacie film „Fantastyczna Czwórka” z roku 2015? Wiele osób krzywiło się na widok czarnoskórego Johnny’ego Storma. Nie mogli uwierzyć, że scenarzyści posunęli się do zmiany jego rasy. Krzyczeli, że to poprawność polityczna (swoją drogą najbardziej wyświechtany i nadużywany termin ostatnich lat) a Michael B. Jordan musiał wielokrotnie tłumaczyć się w wywiadach. Mało kto zwrócił uwagę na dużo większy problem z jego postacią. Wg komiksów najważniejsze rzeczy jakie go opisują to jego moc oraz silna relacja z rodzoną siostrą Sue. W filmie zabrakło tego drugiego. Zrobienie z Sue adoptowanej siostry jest zaprzeczeniem idei tej postaci. Gdyby chcieli się trzymać swojej koncepcji powinni zatrudnić do tej roli kogoś innego niż Kate Mara. Owszem jest utalentowana, ale nie pasuje do tej roli. Sam mógłbym podać nazwiska przynajmniej kilku odpowiednich aktorek.

SueStorm

Zresztą zmiany rasy czy wyglądu postaci w filmie mogą wypaść całkiem dobrze. Przykładowo taki Wolverine wg oryginału jest dość niski. Grający go Hugh Jackman ma 1,88 m! To ponad dwadzieścia centymetrów za dużo! Mimo to gra świetnie i trzeba mu przyznać, że sporo zrobił dla spopularyzowania swojej postaci. Nick Fury też nie był czarny w komiksie (w głównej linii czasowej wprowadzono to dopiero po sukcesach filmowych) a tę zmianę jakoś nikt nie chce zaskarżać. Z drugiej strony kto by chciał denerwować Samuela L. Jacksona?

Dlaczego są wprowadzane takie zmiany? Czemu nie zostawić adaptacji komiksowych jak najbliższymi oryginałom w tej kwestii? Tu możemy śmiało wskazać przynajmniej trzy powody:

Klasyczne postacie powstały dawno temu.

Większość klasycznych historii powstawało gdy czarnoskórzy bohaterowie w popkulturze nie byli aż tak popularni a tym samym nie mogli zostać „obsadzeni” w danych komiksach. Dopiero od kilkunastu lat można zobaczyć znane postacie innych narodowości. W latach 70-tych czy 80-tych nie grały one pierwszych skrzypiec. Nikt nie wyobrażał sobie kobiecego Thora czy czarnoskórego Spider-Mana. Obaj zostali wymyśleni w czasach gdy musieli być biali. Sprawdźcie komiksy z tamtej epoki i policzcie postacie, które nie są stereotypowo napisane (np. azjatycki bohater będący mistrzem wschodnich sztuk walki) a dojdziecie do tego smutnego wniosku sami. Owszem gdy tworzymy film rozgrywający się podczas drugiej wojny światowej możemy mieć pewien problem z podmienieniem rasy postaci, bo to nie do końca pasuje do tamtych realiów, ale już każda próba uwspółcześnienia danej postaci w czysto białej obsadzie jest co najmniej dziwna.

Lubimy te postacie, które wcześniej poznaliśmy

Ktoś powie: „niech scenarzyście stworzą nowe postacie, nowych bohaterów i pokażą ich przygody w kinie, po co używać znanych nazwisk?” Gdyby to było tak łatwe. Zastanówmy się. Gdyby na ekrany kin wszedł film o tytule GhostCatcher a bohaterze, który może rozmawiać z duchami i częściowo przejmować od nich moce (zakładając, że w tym uniwersum duchy mają umiejętności jakie miały przed śmiercią) to ilość pieniędzy jaką należałoby wpompować w marketing tego filmu można by śmiało liczyć w setkach milionów a i tak jego sukces byłby wątpliwy. Musiałby być to naprawdę rewelacyjny film, który przyciągnąłby setki tysięcy widzów. To bardzo trudna sztuka. Gdy zamiast naszego Łapacza Duchów w kinie pojawia się np. czarnoskóry Kapitan Ameryka to wiele osób już wie kim jest nasz kapitan i ma jakiś stosunek do jego postaci. To dobry grunt pod budowę serii. Lubimy chodzić na filmy z bohaterami, których już znamy. (Tak, słyszałem o sukcesie Strażników Galaktyki)

Nowa interpretacja znanych bohaterów

Trzymajcie się. Odpalimy bombę. Co powiecie na to, by w filmowym uniwersum Marvela Mary Jane była mulatką. Czarnowłosą mulatką. Wszyscy Ci, którzy zaczęli już ostrzyć topory mogą je w spokoju odłożyć a zlecenia morderstwa odwołać. Uważam, że powszechnie znani bohaterowie powinni być co pewien czas reinterpretowani. (Prosiłem – odwołać zabójców. Przez Was musiałem zamawiać stolik dla dwudziestu osób.) Na ile różnych sposobów można przedstawić Mary Jane. W adaptacjach Spider-Mana mieliśmy już dwie aktorki wcielające się w tę rolę (sprawdźcie zdjęcia z Niesamowitego Spider-Mana 2, reżyser chciał nam zaproponować drugą, klasyczną wizję MJ). Nie chcę krytykować castingu, ale w Kirsten Dunst stanowczo wolę z innych ról. W trylogii Sama Raimiego była klasyczną damą w opałach. Nikt jakoś nie podniósł larum, gdy wykastrowano jej postać z najważniejszej cechy jaką jest pewność siebie. Nagięto jej wizerunek do stereotypowej panienki, którą zawsze trzeba ratować. Cisza w internecie. Próba ponownego zinterpretowania jej postaci – wielkie oburzenie, bo jest mulatką. Wszyscy zbiorowo zapominają o tym, że Marvel do dziś nie zawiódł z wyborem postaci w swoich filmach z MCU. Łatwiej narzekać.

Chęć pokazania wielu utalentowanych aktorów.

Ten punkt nawiązuje do poprzedniego. Jeśli ktoś może zagrać postać w nowatorski sposób to po co ograniczać się do białych aktorów? Idris Elba jako Heimdall był rewelacyjny. Czemu nie dać mu szansy? Czemu warto ograniczać się do tylko białych aktorów. To zamknięcie przed nosem furtki wielu utalentowanym artystom. Czy po obejrzeniu Suicide Squad powiecie, że Will Smith, źle odegrał Deadshota? Nie. Większość zgodzi się ze stwierdzeniem, że jego kreacja to jedna z najlepszych części filmu, pomimo tego, że w komiksie jego postać jest biała.

Zmiana postaci generuje zainteresowanie

Na koniec zostawiłem najbardziej prozaiczny podpunkt. Jeśli w sieci ogłosimy, że wielka miłość Barry Allena będzie czarnoskóra to film na pewno przebije się do szerokiego społeczeństwa. W myśl zasady „nie ważne jak o nas mówią, ważne by nie przekręcali nazwiska” wiele produkcji dostaje darmową reklamę od ludzi, którzy nie zgadzają się z jakąś opinią. Owszem w skrajnych przypadkach ta opinia może spowodować znaczące obniżenie ilości osób jakie obejrzą daną produkcję, ale przez pierwszy weekend to zainteresowanie zaprocentuje tylko i wyłącznie świetnym otwarciem. Producenci będą zacierać ręce z zadowolenia. Najwięksi krzykacze zarabiają najwięcej dla wytwórni. Jak sądzicie: ile osób podczas premiery Spider-Mana będzie pomstować na nową Mary Jane gdy okaże się, że jest świetnie zagrana a Marvel po raz kolejny nie zawiódł? Mało kto. Większość będzie pisać pozytywne recenzje filmu. Podobnie było przy „Mrocznym Rycerzu”. Wybór Jokera uznano za najgorszy a media społecznościowe z tamtego okresu pełne były zdenerwowanych fanów postaci, który nie mogli uwierzyć w wybór reżysera. Po premierze określa się aktora mianem geniusza.

Od dziś jak tylko przeczytacie, że casting do danej roli to wynik poprawności politycznej to zastanówcie się nad samą postacią. Czy jej rasa ma znaczenie? Czy aktor/-ka jaką zaproponowano nie może nadać temu bohaterowi nowej głębi? Nie krzyczcie od razu, że to poprawność polityczna. Zastanówcie się.