Kapitanie, mój Kapitanie.

Scroll this

Kto miał rację?

Captain America 3: Civil War to film, który wzbudził spore zainteresowanie widzów a jednocześnie spowodował, że po wiele osób po zakończeniu seansu zastanawiało się nad motywacjami postaci. Dla mnie to najlepszy znak wysokiej jakości filmu. Jeśli zapada on w pamięć, jeśli debatujemy nad działaniami bohaterów to jest on jednym z ciekawszych obrazów w kinematografii. Nie ukrywam, że sam czekałem nań z wielkim zainteresowaniem. Oglądałem wszelkie możliwe zapowiedzi, analizowałem zdjęcia z planu a nawet czytałem plotki dotyczące fabuły. Po premierze czytałem recenzje i z niecierpliwością oczekiwałem na czas, w którym udam się obejrzeć „Civil War”.

Wiedziałem, że nie ma on zbyt dużo wspólnego z komiksowym odpowiednikiem z kilku prostych przyczyn w tym jednej, której nie dało się ominąć. Otóż filmowe uniwersum Marvela znane także jako MCU jest na zupełnie innym etapie rozwoju niż jego źródło. W powieści graficznej „Civil War” wzięło udział kilkadziesiąt postaci po obu stronach barykady. Spider-Man miał olbrzymie znaczenie. Tu znamy raptem kilkunastu superbohaterów co oznacza, że nie mamy jak przenieść konflikt bezpośrednio. Choćby samo zarzewie tegoż wymagałoby wprowadzenia do historii kilku nowych postaci zarówno po dobrej jak i złej stronie, dlatego też skupmy się na filmowym problemie nie odnosząc się do pierwowzoru.

CivilWarComics

 

Tu zacznę opowiadać historię z filmu, dlatego jeśli nie chcecie wiedzieć zbyt dużo przed seansem (np. nie obejrzeliście filmu w kinie i czekacie na wydanie DVD) to poniżej znajdziecie olbrzymią dawkę sekretów tej produkcji i warto byście odpuścili sobie dalszą lekturę. Wszystkich zainteresowanych zapraszam.

W poprzedniej części swoich przygód Kapitan Ameryka ocalił Bucky’ego, ale ten zaszył się gdzieś na świecie i stara się żyć normalnym życiem. Oczywiście nasz bohater nie ustaje w poszukiwaniach i cały czas planuje odnaleźć swojego przyjaciela. Niedługo po rozpoczęciu filmu zaczyna szukać go również cały świat ponieważ zostaje oskarżony o podłożenie bomby niedaleko siedziby ONZ. Nieco wcześniej obserwujemy akcję nowych Avengers, którzy walczą z Crossbonesem. Ten pojedynek kończy się tragicznie i przelewa czarę goryczy opinii publicznej. Ludzie chcą większej kontroli nad superbohaterami by po prostu poczuć się bezpiecznie. Nieoczekiwanym zwolennikiem tego rozwiązana staje się Tony Stark, który czuje się winny po ostatnich wydarzeniach (patrz Avengers 2).

CivilWarFight

Oba te wątki (poszukiwanie Bucky’ego i Akt Rejestracji) stanowią podstawę fabularną tego filmu. Czy zostały poprawnie wprowadzone? Myślę, że tak. Oba przenikają się cały czas i stanowią dobry pretekst do pokazania poglądów naszych bohaterów. Kapitan Ameryka, który widział zepsucie SHIELD w „Winter Soldier” nie chce być zależny od jakiegokolwiek rządu a tym samym składać nań odpowiedzialności za swoje czyny. Oczywistym jest także, że chciałby pomóc swojemu najlepszemu przyjacielowi dojść do siebie po tragicznych wydarzeniach. Z drugiej strony mamy Tony Starka, który czuje się winny po wydarzeniach z Sokovii i Nowego Jorku. To dla niego spory problem toteż z optymizmem patrzy na Akt Rejestracji, który pomógłby kontrolować bohaterów a tym samym uspokoić ludzi. Jakby nie patrzeć to obecne działania Avengers były samowolką, która owszem była pomocna, ale nikt nie kontrolował ich działań.

W tle przewija się wątek głównego złego tej produkcji – Barona Zemo. Zatrzymajmy się na chwilę przy tej postaci. Wiele osób krytykuje go twierdząc, że jest najmniej potrzebną postacią w filmie a jego rolę i skutki jego działań są na tyle nieistotne, że można by go śmiało pominąć w scenariuszu. Uważam, że taka ocena tej postaci jest lekko niesprawiedliwa. Co więcej sądzę, że Zemo dokonał tego czego nie udało dokonać się wielu potężniejszym od niego. W konflikcie między głównymi bohaterami odgrywa znaczącą rolę i doprowadza do finałowego pojedynku. Poróżnił on Avengers i przynajmniej częściowo doprowadził do jego zniszczenia. Wprawdzie ostatnie minuty filmu sugerują zachowanie pełnej drużyny to ilość niesnasek i problemów po tej części na dłuższy czas zmieniło grupę. Stąd powtrzymałbym się z krytykom jego postaci. Pokusiłbym się nawet od stwierdzenie, że jest najgroźniejszym przeciwnikiem z jakim Avengers miało nieprzyjemność walczyć. Trudno powiedzieć, że nie ma motywacji czy pomysłów. Jest inteligentny i cierpliwy co przynosi efekty.

CivilWarSpiderMan

Jednak to nie on skradł serca widzów a dwóch nowych bohaterów – Black Panther i Spider-Man. Obaj błyskawicznie awansowali do ścisłej czołówki moich ulubionych postaci z MCU. Są od siebie skrajnie różni zarówno w zachowaniu jak i stylu walki, ale błyskawicznie zdobywają serca widzów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to idealny sposób wprowadzania nowych postaci do serii i Warner Bros mogłoby się z „Civil War” wiele nauczyć. Black Panther jako król Wakandy, ubrany w pełną zbroję walczy niczym duży kot a jego pojedynki to niemal teatr, który przyjemnie się ogląda.

Spider-Man jest nieopierzonym młodzikiem, który dopiero uczy się prawidłowo korzystać ze swoich mocy. Walczy chaotycznie i bardzo dużo mówi czym wzbudza salwy śmiechu. Trudno go nie polubić. Czekam na ich filmy tak bardzo jak jeszcze nigdy nie czekałem na cokolwiek w Marvelu. Chcę zobaczyć jak twórcy rozwiną je w solowych produkcjach.

Opowiedziałem krótko o fabule i nowych postaciach, ale cały czas nie odpowiedziałem na tytułowe pytanie czyli: kto ma rację w tym konflikcie? Szczerze mówiąc ciężko jest zrównoważyć argumenty obu stron. Zarówno sympatycy Kapitana jak i Iron Mana mają wiele celnych uwag odnośnie zachowanie i wartości stron. Ja jednak sądzę, że racja leży po stronie Tony Starka.

CivilWarWinterSoldier

Pozwólcie, że wyjaśnię swoje stanowisko. Iron Man chciałby tylko by bohaterowi byli postrzegani przez ludzi jako pomoc a nie samowolne potwory. Oczywiście odebrałoby im to trochę wolności, ale zmiany w podpisanym Akcie Rejestracji nie byłby aż tak trudne do przeforsowania i po rozmowach dopasowano by go do zadowalającego poziomu a przynajmniej zmniejszono by ograniczenia wprowadzone na bohaterów. W demokracji działania Kapitana Ameryki mogą wzbudzić strach i mimo tego, że częściowo ma rację to pozycja jaką przyjął jest dość egoistyczna. Odrzucił swoich przyjaciół dla Bucky’ego a z powodu niechęci do jakiegokolwiek rządu nie chciał zgodzić się na zmianę.

Owszem bardzo cenię jego lojalność i chęć pomocy staremu druhowi. Poczucie sprawiedliwości dla każdego również nie jest jego wadą, ale trudno oczekiwać od ludzi by zaakceptowali grupę osób, którzy nie podlegają jakiejkolwiek kontroli. Dla dobra swojego i innych osób powinien wesprzeć działania Tony’ego. Owszem, Bucky zostałby osadzony ponownie w więzieniu, ale do wielu wydarzeń by nie doszło. Może jego relacja z Tonym nie byłaby aż tak napięta po filmie. Trudno przewidzieć tę ostatnią, ale przekładanie własnych celów na dobro innych to nie to czego oczekuje się po Kapitanie Ameryce.