Do you bleed? – rozmowa z Amiszem o Batman v Superman

Scroll this

Amisz vs Charles. Amisz zacznie.

Witaj Charlesie. Charlesie Kainie Nigma

Witaj Sebastianie zwany Amiszem.

Witam też wszystkich, którzy będą czytać naszą dyskusję. Z pewnością zastanawiacie się, dlaczego Was tu wszystkich zebraliśmy.

Nie zamierzamy ogłosić, że jesteśmy parą (wolę bardziej ogolone jednostki) 😀

Czyli niespodzianka, na którą po cichu liczyłem nie dojdzie do skutku. Cóż.

Bardzo Cię przepraszam, chciałem byś odnalazł Narnię niczym wyjdziesz z Szafy. Ponoć jest tam pięknie o tej porze roku.

Zawsze pozostaje nam Paryż.

A jak zapomnę dokumentów?

To zobaczymy, czy jestem tak sentymentalny, jak mówią. Ale ale, odchodzimy od tematu wyjściowego.

Hmm, o czym to mieliśmy pisać?

Przed Wami walka wieczoru. Największe starcie gladiatorów w historii świata. Dzień kontra noc, syn Geeklandu kontra Amisz z Amiszówki.

Czyli napiszemy Wam dlaczego Batman v Superman jest złym filmem, koszmarem milionów i prawdopodobnie największą porażką Zacka Snydera. Gotowy?

Gotowy. Choć nie wiem, czy mówimy o tym samym filmie.

Nie poddajesz się. Doceniam to. Wróćmy na chwilę do Man of the Steel. Czy oglądałeś go przed seansem BvS ponownie?

Tak, wróciłem do niego.

Podejrzewam, że od czasu naszej ostatniej dyskusji nic się nie zmieniło. Nadal uważasz go za całkiem przyzwoity film?

Nadal uważam, że ma swoje problemy, ale nie jest takim koszmarem, za jaki go niektórzy uważają.

Paradoksalnie myślę, że BvS pomógł Człowiekowi ze stali. Po obejrzeniu nowego dzieła Snydera łaskawszym okiem patrzę na poprzednika. Jednak nie mitrężmy czasu dalej. Zacznijmy delikatnie. Co sądzisz o Batmanie?BatmamBvS

Odwrócę Twoje pytanie. Dla porządku dyskusji chciałbym wiedzieć, co sądzisz o Batmanach w wydaniu Burtona?

Traktuję je jako ciekawą wariację oryginalnej postaci. Powiem coś niepopularnego – wolę drugi film Burtona od pierwszego. Bardziej przekonuje mnie groteskowy Pingwin niż Joker Nicholsona.
Rozumiem.

A sama postać Batmana w tych filmach?

Nie mam do niej wiele zastrzeżeń. Nie zapadła mi w pamięci niczym szczególnym. Bardziej pamiętam przeciwników niż samego Mrocznego Rycerza.

No rozumiem. To teraz wracamy do tematu. Uważam, że Batman w wydaniu Snydera grany przez Afflecka jest najlepszym Batmanem, jaki przewinął się kiedykolwiek przez ekran.

Trudno mi się z tym nie zgodzić nie mniej mam z nim spory problem. Niemal nic o nim nie wiem. Owszem wyglądem pasuje najlepiej z dotychczasowych odtwórców tej roli, jednak o ile o poprzednikach mogę coś więcej powiedzieć, tak on jest dla mnie sporą zagadką a nie o to chyba chodziło.

Są subtelne hinty. Są pojedyncze zdania. Spytam inaczej, co jest gorsze, wykładanie na tacy wszystkiego, żeby ludzie nie znający materiału wyjściowego mogli się bez problemu i umiejętności łączenia faktów połapać, czy jednak liczenie na inteligencje widzów i ich znajomość komiksów? Bo po Marvelowych originach cieszę się, że w końcu uszanowano mnie jako czytelnika, który idzie na film, którego podstawy rozumie.

Subtelność jest jak najbardziej w cenie jednak film, który jest zamkniętą całością powinien nie tyle co „puszczać oko” do fanów komiksu co przedstawić kompletne postacie dla osób, które nie znają danych bohaterów. Owszem miło jest gdy film zawiera smaczki, dla najwierniejszych fanów danej postaci nie mniej gdy idę do kina to chciałbym by z samej treści filmu dało się jak najwięcej wyciągnąć o danej osobie. Choćby tyle bym nie musiał się głowić gdzie mieszka lub kim dokładnie jest. Powiedz mi – jak zarabia Bruce Wayne? Gdzie mieszka? Kim tak naprawdę jest? To pytania na które można było odpowiedzieć w dwóch, maksymalnie trzech scenach a paradoksalnie najwięcej dowiadujemy się o Bruce w momencie gdy przedstawia go Lex Luthor.

Ale jednak przedstawia, prawda? Trochę jednak o nim wiemy. Wiemy gdzie mieszka. Wiemy, że troszczy się o swoich pracowników. Wiemy, że jest playboyem, ale nie potrafi się ustatkować. Pojedyncze sceny, krótkie ujęcia, ale jednak są. Poza tym odwołam się do innego filmu – Mad Maxa. Wiesz co mi się w nim podobało? Że postać Furiosy po prostu wchodzi i jest. Nie wiem dlaczego straciła rękę. Nie wiem kim jest i co się z nią działo. Przedstawiają mi ją jako kompletną postać i ja to kupuję. Tu mam to samo. A z innej strony, Bruce to Bruce, ale co więcej chcesz wiedzieć o Batmanie?

To najbardziej łopatologiczne rozwiązanie – wprowadzić kogoś w rozmowie. Przypomina mi scenę z MoS gdzie Lois Lane mówi komuś, że jest cenioną dziennikarką. Spójrz na film Nolana – po pierwszych kilkunastu minutach wiesz o Batmanie więcej niż po całym BvS. Tu jest problem. Nie muszę znać jego numeru buta czy tego z kim współżyje, ale wprowadzenie postaci musi być. Zobacz jak to wygląda w Civil War. Jak wiele wiesz o Czarnej Panterze? Ma początkowo dwie sceny a jest mi bliższy niż Batman po BvS. Jeśli jak tak reaguje to co powie zwykły widz?BvS

Zwykły widz zareaguje tak jak ja, albo tak jak Ty. Albo to kupi, albo będzie narzekał. Nolan dał sobie czas, miał całą trylogię na zbudowanie postaci. Sam Batman pojawia się w pierwszym filmie po ok. godzinie. I takie też było założenie. Tutaj od razu dostajemy gotową postać po przejściach. I mi to pasuje. Takie było założenie i ja je kupuję. I nie mów mi, że typowy widz nie wie kim jest Batman. Jest on tak zakorzeniony w popkulturze, że podstawowe informacje wie każdy. To tak, jakby zrobić film o Draculi i narzekać, że nie znamy jego originu. To jest wiedza powszechna, moim zdaniem. Poza tym wciąż unikasz ustosunkowania się do faktu, że dostaliśmy najlepszego, najbardziej kozackiego Batmana w historii kinematografii. Tak ciężko Ci przyznać, że ten film robi coś dobrze?

Ja nie przeczę, że to świetny Batman. Mi po prostu go za mało w tym filmie. Chciałbym by został wprowadzony porządnie – byłoby go więcej.

Jasne, z drugiej strony to pieprzony Batman. Kojarzysz te wszystkie żarty: jestem lepszy od Ciebie, bo jestem Batmanem? Jestem Batman, to wystarczy. Trochę tak odbieram jego wejście w tym filmie. Poza tym to trochę jak z nową Godzillą. Dostajemy łącznie z 10 minut potwora na 2 godziny filmu. Mało, ale jak już jest, to robi miazgę. Tam mi się to podobało. Tu mam podobnie. Na więcej Batmana czekam w solowym filmie o Batmanie. A tak jeszcze w temacie samego Bruce’a. Świetna jest scena, w której spotyka się na balu z Wonder Woman. „9 na 10 mężczyzn rozebrałoby Cię wzrokiem. Ty jesteś tym dziesiątym? Nie, ja byłbym tym pierwszym”. Krótkie i treściwe. I takie urywki, a nie budowany przez godzinę origin pasuje mi bardziej.

Ok, spróbujmy inaczej. Gdy oglądam filmy z trylogii Mrocznego Rycerza doskonale rozumiem motywacje Batmana, to co odróżnia go od Bruce’a Wayne i kim jest. Owszem wiele rzeczy jest dość oczywistych, ale mimo kultowości postaci warto wyjaśnić parę rzeczy. Jeśli tak jak ja uwielbiasz tę postać to chcesz jej więcej. Nie kilku wstawek tylko większej ilości danego bohatera. To Batman v Superman nie solowy film o Supermanie. Ten drugi miał własny film. Wiemy jaką wersją tego bohatera jest. O Batmanie wszyscy musimy założyć, że jest najbardziej klasyczną inkarnacją postaci, bo film raz na jakiś czas podrzuca małe wskazówki. CHCĘ WIĘCEJ. Ponadto ktoś mógłby wyjaśnić np. brutalność Batmana ciut lepiej niż jednym dialogiem i przebitką z zniszczoną zbroją. Ogólnie doceniam i lubię Batmana nawet w tym filmie. Jest dla mnie najlepszą częścią, ale to zmarnowany potencjał. Jest go po prostu za mało.

Znów sprowadzamy się do punktu, w którym to co dostaliśmy rozbija się o nasze oczekiwania. Brutalność Batmana wyjaśniona jest dwiema scenami. Zawsze coś. Ale pytanie o Batmany Burtona zadałem nie bez powodu. Dostajemy tan na dzień dobry postać, która zabija swoich wrogów i nie robi sobie nic z tego. Nikt tego nie kwestionuje, nikt o to nie pyta. Po prostu mamy Batmana – mordercę. Tu przynajmniej pada kilka zdań na ten temat. A i tak dla wielu to za mało. Nie rozumiem tego.

Od czasów gdy Burton kręcił swoje filmy o Batmanie minęło sporo czasu. Technika poszła do przodu. Scenariusze filmów o superbohaterach również. Dziwnym jest oczekiwanie, że po znacznym podniesieniu się poziomu adaptacji komiksów jakość przedstawianych postaci się nie zmieni. Zostawmy tego Batmana – on przynajmniej wyszedł dobrze w tym filmie. Przejdźmy do Supermana – czy też masz wrażenie, że Snyder miał w jego przypadku masę możliwości a poszedł po linii najmniejszego oporu?

To Batmany Burtona są uznawane przez wielu za jedne z najlepszych adaptacji w historii. Ok, idziemy dalej. Superman. Cóż, mam sporo problemów z tą postacią, ale mniej, niż mi się pierwotnie wydawało. Kiedy oglądałem film w kinie, postać Człowieka ze stali wydawała mi się nudna i nijaka. Ale kiedy obejrzałem film ponownie, w wersji rozszerzonej, moje zdanie trochę się zmieniło. To wciąż dziwna postać, dziwnie napisana, ale zacząłem dostrzegać jego pozytywne cechy. Pozytywne w sensie scenariuszowym. Mamy wewnętrzny konflikt, który ma tutaj sens. Mamy Supermana, który kwestionuje swoje działania, który nie jest pewny tego, czy to co robi ma sens. Kulminacją tego jest wybuch w parlamencie. Patrzę teraz na tę scenę jego oczami. Ludzie, którzy zebrali się tam zrobili to z jego powodu. Więc zginęli również z jego powodu. Superman nie zauważył bomby, nie zapobiegł wydarzeniom. Ale nie mógł wiedzieć, że ukryto ją przed jego wzrokiem. W nagonce, w której był głównym punktem programu znalazł się w sytuacji, w której to, o co szło i czego się obawiano miało miejsce. Zaraz po tym następuje cholernie mocna scena, w której Lois chce mu powiedzieć o planie Luthora. Superman nie chce jej słuchać. On nie chce nic słyszeć. Przyszedł się po prostu pożegnać. Nie obchodzi go, co inni mają do powiedzenia, nawet jego Lois. Chce być sam. To cholernie mocny moment, jak na tak bezpłciową do tej pory postać.

Niestety jak to mówią jedna jaskółka wiosny nie czyni. Superman jest niesamowicie znaną postacią. Symbolem nadziei i radości. Bohaterem niemal bez skazy. Snyder zrobił z niego bezpłciową postać. Od Man of Steel mam z tym problem. Chyba wolałbym by Henry Cavill grał kogoś innego. Jakąś nową postać. Nie mniej doceniam rozwój „ludzkiej” strony Supermana. Podobają mi się sceny gdy rozmawia z Lois w ich mieszkaniu , to, że radzi się swojej matki w trudnej chwili. Te krótkie sceny pokazują jaki mógłby być Superman. Trochę brakuje mi go w reszcie filmu.

Cóż, tu pierwszy raz w tej dyskusji mogę się z Tobą zgodzić. Z tym, że dla mnie postać Supermana zawsze była nudna i nieciekawa. Od komiksów, przez seriale, na filmach kończąc. Człowiek ze stali od zarania jawił mi się jako bezpłciowy. Nawet przedstawiony w mroczny i brutalny sposób w grze Injustice i tak był dla mnie nudny. Tu twórcy przynajmniej się starają. Efekt nie jest dla mnie zadowalający, to wciąż za mało, żeby uczynić z Supermana ciekawego bohatera. Ale doceniam chociaż ich próby. Szkoda, że tak to wychodzi, bo do samej gry aktorskiej nie mogę się przyczepić. Nie mam za bardzo nic do zarzucenia warsztatowo. Ale fabularnie już tak. Choć pomimo tego wszystkiego, plus dla twórców, że jakiś rozwój postaci jest. Że coś tu dzieje się dynamicznie. Na tle „rozwoju” takiego np. Wolverina w filmach Foxa to i tak sporo.WonderWomanBvS

Skoro główną dwójkę mamy za sobą – co sądzisz o Wonder Woman? Ja nadal pamiętam lament jaki się podniósł w sieci po wybraniu tej aktorki 🙂

Mało jej w tym filmie, ale jak już jest, to daje radę. I w ludzkiej postaci, i w superbohaterskiej. Lubię tę aktorkę, nie podpinam się pod dyskusje, że nie pasuje do roli, bo moim zdaniem właśnie pasuje. I widać, że w tańcu się nie pierdoli. Przed starciem z Doomsdyem rzuca krótkie „zabijałam już gorsze potwory” i rusza do ataku. I to mi wystarczy. Znów, niewiele o niej wiemy, nie mamy jej originu, ale znów mi to nie przeszkadza. Wchodzi, robi swoje, wychodzi. Jak profesjonalista. Niczym Leon 🙂 Czekam na jej film solowy, bo to postać, która zalicza dobry start i warto poznać ciąg dalszy.

Z nią mam podobny problem jak z Batmanem. Podoba mi jako postać i bardzo chciałbym zobaczyć więcej scen z jej udziałem. Widziałeś jej relację z Brucem w zapowiedzi Justice League? Zapowiada się fantastycznie. Szkoda, że wielu widzów kojarzy ją głównie z powodu dziwnie przetłumaczonego żartu.

W sumie jest podsumowanie. Ty masz z tym problem, mi to pasuje. Czekam na filmy solowe. Ale jak na wprowadzenie postaci to ja jestem zadowolony.

Jakkolwiek możemy mieć różne oczekiwania i opinie względem postaci to chyba przyznasz, że scenariusz jest słaby. Gdyby brać pod uwagę wersję kinową to jest pełen dziur logicznych i zbyt upchany. Wątków z tego filmu starczyłoby na przynajmniej trzy produkcje. Tu mamy jedną. Czy wg Ciebie nie jest to zbytnio na siłę pisany skrypt?

Nie biorę pod uwagę wersji kinowej. Dla mnie na ten moment liczy się wersja rozszerzona. To jak ze Strażnikami. Skrypt ma pewne problemy, to fakt. Ale czy mi to przeszkadza? Ciekawie buduje relację między głównymi postaciami. Daje sobie czas na oddech i wprowadzanie kolejnych wątków. Plan Luthora odkrywamy stopniowo, krok po kroku. Nie jest wyłożony na tacy. Fajnie się patrzy, jak Lois odsłania kolejne tajemnice. Największy problem mam z tym, że pierwsze dwie godziny budowana jest historia, a ostatnia godzina to czysta nawalanka. Ale poza tym, mimo kilku przerw, mimo retrospekcji i zawieszania tempa, scenariuszowo pasuje mi ten film. Pasuje mi jego ton, tempo i sposób opowiadania historii. To trochę jak ze Strażnikami. Wymaga skupienia i uwagi. Ale czy to jego wada?

Amisz jak mamę kocham, gdzie BvS a gdzie Strażnicy? Powiedzieć, że skrypt ma pewne problemy to jak powiedzieć, że język japoński nieco różni się od polskiego! Relacja między Batmanem a Supermanem jest nakręcana na siłę. Nie wierzę, że najlepszy detektyw DC dał się aż tak łatwo sprowokować. On niemal nic o Supermanie nie chciał wiedzieć, bo widział, że ten zniszczył miasto i wiele osób ucierpiało. Gdyby to był komiksowy Batman to sytuacja byłaby zgoła odmienna. Superman, który ma niemal boskie moce nie mógł odnaleźć swojej matki. Przypomnę Ci tylko, że nie była daleko od niego. Plan Luthora to jedyna, dobrze napisana od początku do końca część filmu. Reszta wzbudza co najwyżej smutek.

Relacja Batman vs Superman nie jest nakręcana na siłę. Po to mamy całą scenę początkową, ze zniszczeniem Metropolis i udziałem Bruce’a w tym, żeby dać temu realne podstawy. Jeden ma powody, by czuć niechęć do drugiego. Nie jest to postawione znikąd i ot tak. Właśnie scenariusz pozwala nam to zauważyć, daje na to czas. Clark jedzie do Gotham, widzi przerażonych mieszkańców, czuje ogólny strach do Batmana wśród ludzi. Postanawia zareagować. To wszystko tu jest. Podaję Strażników jako przykład, bo w ogólnej ocenie wiele osób narzekało właśnie na jego scenariusz, na chaos, nieskładność i nie trzymanie się wątków. Dziś to film kultowy i doceniony, ale A.D. 2008? Narzekania na niego były w podobnym tonie, jak Twoje na BvS obecnie. Jedyne, z czym mogę się zgodzić to to, że Superman nie wyczuł swojej matki. Z drugiej strony patrząc, może miał radar ustawiony tylko na Lois? I tylko na nią? Man Of Steel poświęcił trochę czasu, żeby pokazać jak
młody Clark nie radzi sobie z głosami, które słyszy. Może skupienie go tylko na jednej osobie było jedynym wyjściem? Trochę tu bawię się w adwokata diabła, wiem, ale próbuję 🙂BvSb

Bardzo chciałbym się z Tobą zgodzić w tej kwestii. Powiedzieć, że masz rację. Niestety z filmu na który czekałem jak gracze na Half Life 3 wyszło coś niestrawnego. Gdybyśmy przed tym filmem zrobili np. jakiegoś Batmana z tego uniwersum, który pokazałby nam Bruce’a a następnie nakręcili film o tym jak bardzo trudno jest Supermanowi na tej planecie to ich konflikt byłby dla mnie dużo bardziej czytelny. Tak mam chaos, który nie umywa się do scenariusza Strażników. Będę zdziwiony na potęgę gdy po latach ludzie zaczną doceniać BvS. Raczej skończy się na stwierdzeniach typu: „słaby początek DC Universe”.

Ok, a teraz proszę ściągnij swoje Geekowskie okulary. Spójrz na ten film nie przez pryzmat oczekiwań a na to, co faktycznie dostałeś. Co widzisz?

Problem polega na tym, że oglądając Batman v Superman to nie da się „zapomnieć”, że jest się geekiem. Oglądam go jak każdy fan tej serii.

Czyli patrzysz na ten film nie pod kątem tego czym jest, tylko pod kątem tego czym nie jest a czym chciałbyś, żeby był. Subiektywizm Panie, w pełnej rozciągłości. Słuszny i chwalebny, oczywiście. Ale czy jako Geeka nie cieszy Cię jakim kozakiem jest Batman? Nie cieszą Cię odwołania do komiksów? Zbroja Batmana na walkę z Supermena wzięta z Dark Knight Returns? Strzał z chmury kryptonitu z tegoż samego komiksu? Tyle, że tam strzelał Green Arrow. Powiem Ci, co ja widzę. Widzę ciekawie skonstruowany film, który ma odpowiednie tempo i nastrój, który zmusza mnie do myślenia, który wciąga mnie swoją historią i który dał mi kilka niezapomnianych scen. Jako fan Batmana w każdej postaci mam ciary za każdym razem, kiedy Batek rzuca do Supermana: „do you bleed?”. Jako fan komiksów cieszy mnie, jak wygląda walka między dwoma głównymi bohaterami. A jako fan filmów w ogóle, jestem zadowolony, że rozwinięto kilka postaci, że zmieniają się. Przykład Lois jest tu najlepszy. Ona coś w tym filmie robi. Prowadzi śledztwo, jest silną postacią, a na wet ratuje samego Supermana. Narzekałeś na nią przy okazji Man Of Steel, twórcy poszli z nią do przodu. Nie jesteś zadowolony z tego? Widzisz, mam ochotę wyjść do ludzi, którzy jadą po BvS jak po łysej kobyle i krzyknąć wzorem Maximusa z Gladiatora: Are You not entertained?

Widziałeś kampanię marketingową? Wiesz jak niesamowicie wyglądał ten film w zapowiedziach? Jak Zack Snyder krzyczał na Comic-Conie, że są najlepsi a Marvel może im sandały czyścić? Jeśli zapowiadasz najlepszy film komiksowy, zwołujesz legendarne postacie a następnie tworzysz zwykły film z masą dziur fabularnych to nie możesz być zdziwiony, że ludzie Cię zniszczą. Snyder korzystał z kultowych komiksów, postaci i zdarzeń. Miast zrobić z tego świetny film jak Civil War (ludzie przez długi czas dyskutowali o tym kto miał rację) to zrobił takie Sucker Punch w świecie DC. To zbyt mało. Nie rzuca się rękawicy konkurencji i wystawia drugoligowej produkcji do walki z hitami. To przeważyło na odbiorze dzieła. Bardzo podoba mi się podejście do niektórych postaci, ale to wisienki na wielkiej porcji łajna. Nie spowodują, że będę to jadł z uśmiechem na ustach 🙂

Ok, uwielbiam Civil War. Ale on nie ma problemów? Nie ma dziur? Z wielkiej, epickiej walki z komiksu dostaliśmy starcie 6 na 6 na pustym lotnisku. Tu też można się do wielu rzeczy doczepić. Ale nie w tym rzecz. Batman v Superman pod wieloma względami jest filmem, którego do tej pory nie było. To nie jest wielka, epicka nawalanka. Na samo tytułowe starcie musimy czekać dwie godziny. Tak naprawdę obraz dobrego, intrygującego filmu psuje mi tylko pojedynek z Doomsdayem, bo, cóż, jest on tylko prostą nawalanką. Ale reszta? Fajne postacie pokazane w fajnej scenerii, robiące fajne rzeczy. Powoli, bez pośpiechu, nadbudowując klimat i emocje. Pokazane momentami w naprawdę ludzki sposób. Z całego Marvela najbardziej lubię relację między Kapitanem i Buckym. I właśnie sposób, w jaki jest przedstawiona, tę atmosferę widzę też w tym filmie. Wywołuje we mnie te same emocje. I to jest dla mnie plus.

Dla mnie ten film nie musiał zawierać scen walki. Nie o to mam największy żal. Nie przeszkadza mi inne niż w Marvelu podejście. Spójrz na to jak tam są kreowane postacie. Można kogoś nie lubić, ale doskonale wiem jak ktoś myśli, czego pragnie, co go męczy. Ich postacie są tak bardzo ludzkie dla mnie. Nie jestem wstanie tego powiedzieć o Batmanie. Można nie lubić trylogii Nolana, ale nie sposób odmówić mu dobrze napisanych postaci. Tu mi tego bardzo mocno brakuje. Problem z dziurami fabularnymi jest prosty – jeśli podczas seansu jesteś tak mocno wciągnięty w akcję i bohaterów, że nie zauważasz błędów to jest ok. W BvS od niemal samego początku widzę błędy i problemy. Chciałbym by DC zrobiło film w którym nastawi się na postaci i ich relację. Nawet za cenę scen akcji (te w BvS są świetne)

Jestem ciekaw co by było, gdyby Avengersi byli pierwszym filmem z MCU. Mimo jego jakości narzekalibyśmy, że nic nie wiemy o postaciach. Każda z nich dostała wcześniej solowy film, albo była przynajmniej wspomniana i to pozwoliło nam na dzień dobry wczuć się w nich i ich problemy, nie są nam obojętni. Tutaj tego nie mamy. I jest to decyzja samego studia, z którą ciężko mi się zgodzić. Faktem jest, że BvS za to obrywa i to niestety czuć. Ale czy możemy winić sam film i jego twórców za to, że pracowali z tym, co mieli? Można by tak długo dyskutować, ja mam swoje spojrzenie, Ty masz swoje. Nie jest tak, że nie dostrzegam wad tego filmu. Ma swoje problemy. Rozumiem np. czemu ludzie narzekają na postać Lexa. Do mnie trafia jego wizja, która potrafi przejść z kreskówkowego przesadzania do zupełnej powagi. Na mnie to działa, ale rozumiem, że może nie działać. Może to być irytujące. Choć mi pasuje. Takich momentów i motywów jest więcej. Walka między głównymi bohaterami jest koniec końców krótka, ale dla mnie w pełni satysfakcjonująca. I znów, rozumiem, że ktoś mógł oczekiwać więcej. Nie uważam całego filmu za wybitny. Kluczem jest to, że dałem się wciągnąć w historię, kilka razy poczułem się doceniony jako widz inteligentny a do tego czytelnik komiksów. Nie porównuję go z Marvelem, bo nie ma to sensu z wielu względów. Szkoda mi pewnych decyzji wytwórni, bo to one w dużej mierze wpłynęły na obraz, jaki widzimy na ekranie. Ale patrząc na to, co dostałem, ja jestem zadowolony. I nic nie przekona mnie, że białe jest białe, a czarne jest czarne 🙂

Tu możemy się zgodzić. Polityka jaką wprowadziło Warner Bros jest conajmniej nietypowa. Jednocześnie Zack Snyder postanowił zrobić zbyt wiele rzeczy za jednym zamachem. Film wiele by zyskał gdyby bardziej wyeksponowano tytułowy konflikt. Niepotrzebnie wprowadzono głównego bossa i np. Justice League. To coś co mogłoby poczekać na kolejną część. Wtedy sporo mogłaby zyskać Diana, która dla widza byłaby zagadką. Gdy studio zmusiło go do konfliktu między Batmanem a Supermanem na tym etapie budowania uniwersum mógł spokojnie przemyśleć swoją wizję. Przepłynąć ja dalej. A tak jest jak jest. Mamy film spóźniony o MCU. Paradoksalnie tak jak Marvel pomógł BVS zwiększając zainteresowanie widzów tym gatunkiem kina tak jednocześnie stworzył pewien poziom do którego BVS niestety nie dorównał czego bardzo żałuję.

Czy nie dorównał, to już kwestia gustu. Choć trudno mi uwierzyć, że uważasz BvS za gorszy film niż Thor 2 czy Iron Man 2. Ale porównania porównaniami, ale sedno jest proste: mi się film podobał, Tobie nie. Choć cieszy mnie, że dostrzegasz jego pozytywne aspekty. To dobry start. Mam nadzieję, że z czasem zaczniesz na BvS patrzeć lżejszym okiem i zobaczysz to, co ja widzę. A na pewno mam nadzieję, że kolejne filmy z uniwersum DC nie będą już powodem takich dyskusji. Czego sobie i Tobie życzę.

Oby nie były. Choć może porozmawiamy o Suicide Squad?

Bardzo chętnie, ale to już przy innej okazji. Tak więc żegnam się zarówno z Tobą, jak i z czytelnikami. Do następnego razu.

Do przeczytania.