Czy warto kupować najnowsze gry?

Scroll this

Porozmawiajmy o problemie, który mało kto dostrzega.

Obecnie trwają wielkie targi dla graczy zwane Gamesconem. Przez kilka następnych dni będziemy zasypywani setkami informacji, zdjęć i filmów z nadchodzących produkcji. Oczywiście tylko w niewielką część zagramy jeszcze w tym roku, większość została zapowiedziana na 2017 rok. Gamescon podobnie jak E3 nazywany jest świętem graczy. Czy jest nim naprawdę?

Dla mnie tego typu imprezy to święto marketingowców. Przez kilka dni w roku mogą spróbować zachęcić nas do zakupu najnowszych gier i tym samym konsekwentnie budować tzw. Hype.

Hype to słowo z języka angielskiego określające podekscytowanie czymś. Często określenie to odnosi się do poruszenia i szumu wywołanego przez zapowiedzi nowego produktu/wydarzenia i wiąże się z intensywną akcją promocyjną mająca na celu podtrzymanie hype’u. (wg. słownika Slangu i mowy potocznej)

Wiele gier, które trafiły do rąk graczy nie sprawdziło się ponieważ marketingowcy tak bardzo ponieśli zainteresowanie graczy do niebotycznego poziomu, że gra zwyczajnie nie miała szans by zaspokoić odbiorców. Jeszcze gorsza jest praktyka polegająca na tworzeniu materiałów specjalnie na dane targi. Przykład Watch Dogs, produkcji, której finalna wersja wyglądała znacznie gorzej niż na E3 dobitnie pokazuje jak można szybko zdenerwować graczy. Tysiące nabywców tej gry na własne oczy zweryfikowało obietnice twórców a tym samym wylało swojej niezadowolenie w sieci i pomimo, że gra była dość dobra to jednak negatywne podejście do niej zaowocowało sporym nadużyciem zaufania graczy i dużo krytyczniejszym podejściem do kolejnych produkcji Ubisoftu.

Czy można uniknąć tego problemu?

Wbrew pozorom owszem.

Wystarczy kupować gry przynajmniej kilka dni po premierze gry.

Dlaczego?

W sieci pojawią się pierwsze recenzje danej gry. Dzięki nim zobaczymy czy twórcy wywiązali się z przedpremierowych obietnic a tym samym czy dana produkcja jest równie udana jak zapowiadano.

Zobaczymy pierwsze filmy z rozgrywki. Te tworzone przez twórców danej gry mogą być naciągane, specjalnie podrasowane czego nie można powiedzieć o video wrzuconym do sieci przez niezależnych graczy. Zobaczymy kilkanaście minut gry i śmiało zdecydujemy czy chcemy zainwestować nasze pieniądze.

Cena może nieznacznie spaść. Owszem wiele ofert przedpremierowych jest dość atrakcyjnych nie mniej sklepy nie mogą sobie odpuścić walki o klienta po premierze a tym samym dość często decydują się na wojnę cenową. Z korzyścią dla kupującego.

Oczywiście to nie wszystkie zalety kupowania gier po premierze nie przed niemniej warto o nich pamiętać. Pozostaje nam tylko jedna kwestia.

Dlaczego kupujemy aż tyle gier?

Prawdopodobnie tak jak ja macie swoją tzw. „kupkę wstydu” czyli zbiór gier, które bardzo chcieliście ukończyć, ale wyszły kolejne produkcje, woleliście zrobić coś innego itp. Często taki zbiór to kilkanaście pozycji, które leżą i leżą przez dłuższy czas. Może warto by było zacząć je przechodzić a kupowanie nowych tytułów zawiesić do momentu ukończenia większości z gier zaległych? Kupowanie najnowszych produkcji bo są modne przypomina wyścig szczurów, którymi przecież nie jesteśmy. Prawda?