Copernicon, Copernicon nigdy się nie zmienia

Scroll this

Kilkaset słów o tym co warto było zobaczyć na toruńskim festiwalu a czego unikać (choć to ostatnie mam nadzieję, że zostanie za rok bądź dwa poprawione)

Do Coperniconu, którego pierwsza edycja odbyła się w 2010 roku (jak nie trudno policzyć w tym roku odbyła się siódma odsłona) mam bardzo sentymentalny stosunek. Niezależnie od tego co sądziłem o kolejnych edycjach to zawsze brałem kilka dni wolnego i obowiązkowo stawiałem się na miejscu festiwalu by w jakiś sposób wesprzeć organizację tej imprezy. Przez kilka lat zajmowałem się tworzeniem sali konsolowej na której gracze z całej Polski mogli współzawodniczyć w wielu różnych grach. Prym oczywiście wiodły bijatyki, ale do dziś pamiętam jak uczyliśmy odwiedzających grać w Super Rub a Dub – grze o dużej, gumowej kaczuszce, która musiała pomóc mniejszym kaczuszkom uciec z zlewu przy okazji omijając dmuchane rekiny. Największą atrakcją tej mało interesującej fabularnie gry było wykorzystanie żyroskopu, którym sterowaliśmy postacią. Nie zapomnę szczęścia wymalowanego na twarzach osób, które uciekły przed rekinem z kompletem kaczuszek. Nawet najwięksi twardziele zaprawieni w zabijaniu demonów mieli banana na twarzy podczas gry 🙂

W tegorocznej edycji mój udział zmniejszył się do roli twórcy programu, choć słowo „zmniejszył” warto zapisać w cudzysłowie, bo przyjęto aż dziesięć godzin programowych o tematyce popkulturalnej. Do nich jednak przejdziemy później. Zacznijmy od rzeczy, które podobały mi się na tegorocznym Coperniconie:

Lokalizacja

Owszem nie zmieniła się ona zbytnio w przeciągu kilku lat, ale trzeba przyznać, że umieszczenie festiwalu na toruńskiej starówce dodaje mu sporego uroku. Przyjezdni uczestnicy mogli w przerwach między kolejnymi interesującymi ich punktami programu zwiedzić najważniejsze budynki w Toruniu a gdyby dopadł ich głód miejsc w których mogliby pozbyć się tego irytującego uczucia było wiele. Zresztą Copernicon współpracował z kilkoma restauracjami co zaowocowało zniżkami dla konwentowiczów. Niby mała rzecz a cieszy. Miłośnicy dobrych trunków również nie mogli narzekać – wypicie piwa ze znajomymi w przytulnej knajpce lub jednym z licznych barów skłaniało do nawiązywania licznych znajomości.

Cosplay

Jeśli jesteście miłośnikami osób w kostiumach to prawdopodobnie mieliście sporo frajdy z Coperniconu, bo przebranych osób nie brakowało a dodatkowo prowadzono warsztaty dla przyszłych przebierańców. Nie jest to poziom Pyrkonu, ale sam kilkukrotnie zbierałem szczękę z podłogi a na widok Harley Quinn reagowałem paniką, bo bałem się, że S będzie chciała zrobić sobie z nią zdjęcie (czego po tegorocznym Pyrkonie) mam serdecznie dosyć.

Akredytacja

Po raz pierwszy nie miałem z nią najmniejszego problemu. Wszystkie osoby z drużyny były wpisane w odpowiedni arkusz, nie musiałem nigdzie telefonować by coś wyprostować a wystawienie punktu akredytacyjnego przed CSW zredukowało kolejkę. Swoją wejściówkę dostałem w ciągu kilku minut.

Różnorodność prelekcji

Z roku na rok przybywa coraz więcej punktów programu na które koniecznie muszę pójść. Ich różnorodność i ilość może przyprawić o zawrót głowy choć na szczęście to będzie pozytywne uczucie. Dodatkowo całość wydrukowano w bardzo ładnie wydanym informatorze.

Niestety nie wszystko było ok. Do największych wad tegorocznego Coperniconu należą:

Lokalizacja

Rozbicie terenu konwentowego na cztery oddalone od siebie budynki nie było najlepszym pomysłem i choć jestem świadom, że ten pomysł prawdopodobnie nie wypłyną od organizatorów to był to bardzo uciążliwe i spowodowało opuszczenie kilku prelekcji, bo nie miałem ochoty po raz kolejny przechodzić tego dystansu. Za rok wolałbym by jedynym budynkiem oddalonym od reszty był tzw. sleeproom a wszystkie atrakcje toczyłyby się w jednym kompleksie budynków np. dwóch położonych obok siebie budynkach UMK.

Strefa konsolowa

O ile dział retro miał dużo miejsca na swoje zabawki a dodatkowo umieszczono go w dość atrakcyjnej lokalizacji o tyle strefa konsolowa stanowiła jego całkowite przeciwieństwo. Szatnie w Pierwszym Liceum Ogólnokształcącym to nie najlepsze miejsce dla graczy i można by pomyśleć, że organizatorzy nie bardzo chcieli przyznać się do posiadania tej atrakcji. Dużo atrakcyjniejszą salę otrzymali twórcy w ubiegłym roku. Co dziwniejsze o 22-giej nie można było korzystać z konsol a tym samym pozostawało nam iść spać lub grać w karcianki (te byłby otwarte całodobowo). Warto też wspomnieć o jakości samej sali. O ile pomysł przywiezienia kilku generacji konsol uważam za wyśmienity o tyle jego wykonanie pozostawia wiele wątpliwości. Najlepszym przykładem niech będzie turniej w Naruto, który organizowano na PlayStation 3. Pominę dobór konsoli (na PS4 jest już kolejna część), ale nieodblokowanie wszystkich postaci jest karygodne. Gdyby brakowało tylko kilku można by było przymknąć oko. Pierwszy raz grałem turniej mając do wyboru ośmiu zawodników.

Zamykanie terenu konwentu o 22-giej.

Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy, ale zamykanie terenu konwentu poza budynkiem MDK-u to najbardziej niezręczny pomysł stulecia. Miałem nadzieję, że konwenty na których nie da się nic zrobić w nocy to już przeszłość, ale Copernicon mi brutalnie uświadomił, że takie „atrakcje” nie odeszły do historii. Co dziwne rok wcześniej całą noc można było np. grać w planszówki czy gry konsolowe.

Ogólnie rzecz biorąc ja nadal lubię Copernicon i choćby z sentymentu będę uczestniczył w kolejnych edycjach. Jednak wolałbym by jego organizatorzy wyciągnęli wnioski z poprzednich edycji i naprawili błędy. Marzy mi się dobry, kameralny konwent na kilka tysięcy uczestników odbywający się w Toruniu. 6Już tak niewiele brakuje.